środa, 31 marca 2010

Lepiej późno niż wcale, więc korzystam z wolnej chwili, by przedstawić swoje wrażenia po pokazie KEIA Pink. Dzięki Agugabi z OnlyHer.pl, 15 marca miałam okazję podziwiać nową kolekcję, wcześniej "wydukując" prośbę o pozwolenie na wcześniejsze wyjście z zajęć. Mimo swobodnego przejścia przez powtarzające się "Porque?" lektora, ledwo zdążyłam na początek imprezy, otwartej krótkim wykładem Mahedy. Zaraz po nim pojawiły się modelki w stylizacjach, utrzymanych w charakterze retro. Niestety nie wszystkie wersje kolorystyczne były z najnowszej kolekcji.

Można było zobaczyć Ellę oraz Bridgette w znanych nam czarno-białych kombinacjach. Nie zabrakło też Natalie w bieli oraz Georgie w czerni i kości słoniowej. Nie chcę jednak skupiać się na wszystkich prezentowanych modelach. Pojawiła się półusztywniana Rea. Zdaje się, że konstrukcją przypomina Jessicę, która z kolei zaprezentowała się w czerwieni z czernią :)                                     
Miękka Emma, nowość na sezon jesień/zima 2010, nie zachęciła mnie ani designem, ani konstrukcją. Na zdjęciu wygląda moim zdaniem o wiele lepiej niż w rzeczywistości. Posiadaczki biustów, potrzebujących otwartych misek, raczej się z nią nie polubią. Krople i większe biusty wręcz przeciwnie, o ile hafty Emmy przypadną im do gustu.



 

 

 

 

Zachwycałam się za to Georgie w głębokiej czerwieni. Zachwyt niestety tylko platoniczny, jako że jestem z nią niekompatybilna. Właścicielki biustów w kształcie kropli powinny jednak zawrzeć z nią bliższą znajomość.
Dobra wiadomość dla tych, które wychwalały wygląd Natalki, ale z jakiegoś powodu odstraszał je czystobiały kolor. Niedługo będzie można ją nabyć w efektownej czerni. Stożki i jabłuszka - możecie już aktualizować swoje plany zakupowe ;)
Dla mnie gwoździem pragramu okazała się Isabella - model najnowszej kolekcji
KEIA Pink, charakteryzujący się gładkimi, usztywnianymi miseczkami. Budowa misek zdaje się być zbliżona do Natalie, a brak zdobień czyni ją idealną pod obcisłe bluzki. Do wyboru kolor cielisty, czarny i delikatny róż.
Złe wiadomości? Początek zakresu rozmiarów pozostaje taki sam (koniec za to poszerzony zostaje o miseczkę J), więc jeśli ktoś plasuje się poniżej 65D raczej nie ma co planować zakupów u tego producenta. A może zasugerujecie wprowadzenie mniejszych miseczek? KEIA Pink jest od jakiegoś czasu na facebooku. Kto wie, może dzięki głosom małobiuściastych poszerzy rozmiarówkę z drugiej strony ;)

___

Serdecznie dziękuję AB OVO Lingerie, dystrybutorowi KEIA Pink i organizatorowi imprezy, za udostępnienie zdjęć z pokazu.

piątek, 12 marca 2010

Przepraszam za moją nieobecność - wracam. Mam nadzieję, że już na dobre ;) Jednocześnie otwieram nowy dział pod jakże wymownym tytułem "Pimp my Stanik!". Bohaterem dzisiejszej notki jest M&S Ceriso "Green Mix" 30DD, obecny już od długiego czasu w mojej szufladzie, nabyty dzięki zawsze_zielonej.

Co prawda poziomy szew krzyczał, że to stanik nie dla mego biustu, ale ta delikatna zieleń, te koronki, cóż pisać - zauroczył mnie :)



Tak wyglądała wersja pierwotna. Najbardziej zirytowały mnie szerokie fiszbiny i wcinanie się krawędzi miski w pierś. Postanowiłam więc trochę go odchudzić.

Najpierw usunęłam dodatkową warstwę materiału w dolnej części miski. Marszczył się, a ja i tak wolę odpancernione nabiustniki. W tym celu wzięłam nożyczki do paznokci :)) zrobiłam dziurkę w środku i wycięłam cały materiał zostawiając 2-3 mm przy granicach przeszycia.

Następnie odprułam białą tasiemkę (kto wie, może jeszcze mi się przyda ;)) zostawiając kawałek przy miejscu przyszycia ramiączek. Kokardka również nie uniknęła nożyczek, pozbyłam się jej, bo mostek i tak zaraz miał być obniżony.

Wymieniłam fiszbiny, jako że oryginalne były zbyt długie i stanowczo zbyt elastyczne.



Poszłam na całość i obcięłam całą górną część misek przy szwie aż do ramiączek. Zwęziłam też mostek zszywając go na zewnątrz i zdobiąc koronką, która wcześniej stanowiła brzegi misek.




Z założenia kolorystyka miała zostać niezmieniona. Białe kokardki i tasiemka wszyte na nowo po uzupełnieniu w pasmanterii. Jednakże natknęłam się na koronkowe kwiatki w ciemniejszej zieleni i wstępna konwencja uległa zmianie :)

Przy okazji musiałam się namęczyć nad nowymi kokardkami, nie przesadzę jeśli powiem, że spędziłam długie godziny, dbając o to by były idealnie równe. Brzegi kokardek zabezpieczone zostały bezbarwnym lakierem. Koronka przeszyta na brzegu misek na maszynie.



ET VOILA! Z full-cupa otrzymujemy rekordowo niskie, niezabudowane kusidełko, które teraz w pełni zgadza się ze swoją nazwą "Green Mix".

Na koniec małe porównanie:

 

Zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami ;)