Recenzja

środa, 27 marca 2013

Większość z Was dobrze zna OnlyHer Latte, zarówno w wersji half-cup, jak i plunge. Ot klasyczny biustonosz bazowy. Do tej pory marka OnlyHer wypuściła kilka modeli, z których furorę zrobiła własnie bazówka. Na mnie największe wrażenie zrobił Amaretto - niestety krój kompletnie nie odpowiada moim "otwartolubnym" piersiom. Najnowszym modelem jest Ice - krojem odpowiada obu wersjom Latte. Ten właśnie model zamierzam dziś okrutnie zrecenzować ]:-> 

Recenzowany model: OnlyHer Ice Plunge
Kolor: szary z dodatkiem różu
Zakres rozmiarów: 60 DD-F, 65 B-F, 70 B-E, 75 B-DD (zakres rozmiarowy wersji half-cup jest nieco szerszy)
Cena: 135 zł 

Estetyka i wykonanie: 4,5 

Widząc zapowiedź OnlyHer Ice miałam bardzo mieszane uczucia. Wszystko za sprawą tych dwóch zdjęć:

Powyższe zdjęcia pochodzą z fanpage'a OnlyHer.pl

Wzór idealnie trafia w mój gust. Nie dla mnie groszki, krateczki czy stokroteczki rodem z obrusu u babci na wsi. Nie lubię i już. Ice może się pochwalić subtelnym roślinnym wzorem, który sprawia, że zwykły biustonosz, niby ascetyczny w kwestii zdobień, nabiera charakteru. Z drugiej strony nie przepadam za szarością, ale na zdjęciu wykonanym w zbliżeniu widać pewien "zabieg", który tę szarość przełamuje. I nie chodzi mi wcale o urocze różowe wykończenia czy kokardkę na mostku - o nie! To co mnie przyciągnęło to połączenie matowego tła z błyszczącym wzorem. Na zdjęciu z modelką wydaje się, że mat zanika przez co 100-procentowy błysk oceniłam po prostu jako tandetny. Nic bardziej mylnego. Kontrast matowej i połyskliwej szarości ujrzałam na własne oczy i z przyjemnością studiowałam go dalej. Wzór obecny na miseczkach rozpościera się na praktycznie całej powierzchni biustonosza.

'Tylna' część obwodu różni się tylko tym, że lekko prześwituje ;) Róż pojawia się zaś nie tylko na kokardce, wykończeniach obwodu i boków miseczek, ale także na metalowych klamerkach, regulujących długość ramiączek - akcent, który moim zdaniem idealnie dopełnia estetykę tego skromnego acz eleganckiego modelu. Chociaż mimo wszystko brakuje mi jakiegoś detalu na krańcach miseczek, koroneczki, która pewnie co prawda przebijałaby pod bluzką, lecz stąd moja wybredność i 'zachciankowość' odejmuje pół punktu. Z czystym sumieniem mogę jednak powiedzieć, że marka OnlyHer rośnie w siłę, dając dowód w postaci tego modelu, więc zasłużone 4 z plusem! 

Dopasowanie: 5 

Na me obecne ciasne 64 cm pod biustem i 82 cm w biuście, 60DD brałam w ciemno. Wyszło mi więc stricte według tabelki.

 

Warto jednak pamiętać, że plunge ma dość otwarte miski, które niektórym mogą odstawać lub nie trzymać bardziej lejących biustów.

Dla tych co preferują coś bardziej otulającego polecam wersję half-cup ;)
Dla mnie Ice jest pod tym względem bezproblemowy - mocne 5.

Konstrukcja i kształt: 5! 

Zwracam się teraz do tych, dla których koszmarem są krawędzie konsekwentnie wbijające się w biust i tnące pierś - w Ice tego nie uświadczycie! Jest przyjazny wszystkim otwartolubnym stanikomaniaczkom. A gdyby to nie było wystarczająco zachęcające - pojedyncze pionowe szwy nadają piersiom zaokrąglony kształt, miseczki delikatnie unoszą i zbierają biust. W dodatku ramiączka regulowane w całości - jestem usatysfakcjonowana - na 5!

Wygoda: 5 

Ice z powodzeniem może zdobywać szczytowe pozycje w rankingach tej kategorii. Praktycznie zapominam, że go mam na sobie, nic nie tnie, nie pije, nie drapie, ani nie uciska. Nic dodać, nic ując - 5.

Cena: 4,5 

Regularna cena Ice to 135 zł. Czyli już nie tak niziutki próg cenowy, ale na pewno też nie bardzo wysoki. Przystępnie jak za taki biustonosz - 4,5.

Podsumowując: obserwując OnlyHer nasuwa mi się wniosek, że co nowszy model - to lepszy. Brakuje mi tylko większego wyboru w dołach do kompletu, czegoś szortowatego lub wręcz przeciwnie - sznurkowatego ;) Ale dajmy rozwijającej się marce trochę czasu. Póki co - bardzo pozytywne wrażenie.

A teraz dzięki OnlyHer Ice można zdobyć 15% taniej :) Rabat na hasło: "smallcup" - naliczany w mailu zwrotnym. Czas trwania promocji: do 3 kwietnia!

Przypominam również o trwającej promocji -20% na starsze modele: Chili, Tiramisu, Curacao i Tabasco ;)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Chociaż za oknami śnieg i mróz, do sklepów powoli zaczynają wchodzić kolekcje wiosenne, a producenci przygotowują już zapowiedzi na jesień 2013 roku. Chciałabym jednak zamknąć sezon jesienno-zimowy z przełomu 2012 i 2013 roku – a czy można zrobić to lepiej, niż porządną recenzją?

Do Change wracam uparcie, bo w ubiegłym roku marka ta awansowała do mojej pierwszej czwórki ulubieńców (obok Gossarda, Onlyher i Ewy Michalak), a szuflada wypełniła się wygodniczkami spod tego znaku. Nie ukrywam, że istotną rolę w tej materii odgrywa również cena ;), jednak stylistyka i konstrukcja nie są bynajmniej na bocznym torze. Zatem przyjrzyjmy się w szczegółach reprezentantce kolekcji świątecznej – Beth.

 

Model: Change (Chic) Beth
Kolor: Szary + biały
Zakres rozmiarów:  60C-G, 65 B-I, 70A-I, 75A-I, 80B-I, 85B-H
Cena: 80 zł

 

Estetyka i wykonanie: 4 

Grochy! Są moją wielką słabością, dlatego też Beth musiała się znaleźć w mojej szufladzie. Beth należy do młodzieżowej linii Chic i całkowicie wpasowuje się w jej klimat. Szary to ostatnio jeden z moich ulubionych odcieni w bieliźnie, a jesienią pojawia się zdecydowanie częściej niż wiosną.
Beth jest, być może, nieco banalna, bo białe grochy na szarym tle nie czynią jej biustonoszem zapierającym dech w piersiach. Cały jej urok tkwi jednak w szczegółach: skromna koronka wykańczająca brzeg miseczki oraz czerwone, drobne kokardki zdobiące mostek i łączenie miseczek z ramiączkiem. Beth nie jest przesadzona – to prosty, dziewczęcy biustonosz.
Nie mam zastrzeżeń odnośnie odszycia, natomiast Beth ma pewne wady, o których nie mogę nie wspomnieć, a najpoważniejszą jest niestety materiał użyty na obwodzie. Wiotki i dość delikatny przy rozciągnięciu nie prezentuje się tak efektownie jak w spoczynku – szarość staje się jaśniejsza, a grochy rozciągnięte. Myślę, że obwód z szarej, mocniejszej dzianiny prezentowałby się lepiej.

 

Dopasowanie: 4 

Tak jak w przypadku poprzednich modeli, cieszy rozmiarówka – mamy zarówno małe obwody, jak i małe miseczki. Obwód w Beth jest dość rozciągliwy, ale nie na tyle, bym zdecydowała się na 60-tkę. Spokojnie trzyma się na miejscu zapięty na najluźniejszą haftkę. Być może przy większym i cięższym biuście miałoby to większe znaczenie. Miseczki raczej standardowe – dziewczyny noszące 65B znajdą coś dla siebie.
Cieszy także stabilność rozmiarowa – wciąż w przypadku tej marki obracam się w okolicach rozmiaru 65DD (taki też wybrałam). Beth ma także kieszonki na wkładki do korekcji asymetrii.
O kalkulatorze miałam litościwie nie wspominać ;) Ale wtedy nie umiałabym wyjaśnić obniżenia oceny w tej kategorii.  Niestety, dopiero przy wpisaniu „70” w okienku „pod biustem” wyskakuje mi obwód 65, dla mniejszych wartości nadal 60.

Konstrukcja i kształt: 4,5 

Beth jest plungem, tak jak recenzowana przeze mnie niegdyś Camille. Biustonosze te różnią się jednak nieznacznie. Beth ma minimalnie wyższe fiszbiny na mostku oraz nieco bardziej zamknięte miski. Materiał, z którego są uszyte, jest też nieco grubszy i sztywniejszy, choć daleko mu do push-upa. Przez te różnice Beth może zatem nie pasować niektórym stożkom, nadaje za to zdecydowanie okrąglejszy kształt z profilu niż jej starsza siostra. Fiszbiny – jak na Change dość wąskie, w porównaniu z innymi markami bliżej im jednak do szerszych. Dla mnie mogłyby być minimalnie węższe, ale niewiele.
Stanik jest dość mocno wycięty pod pachą, co mnie, posiadaczkę wysoko zawieszonego biustu, bardzo cieszy. Ramiączka mają opisywany przeze mnie wcześniej system przepinania, więc latem pewnie niejednokrotnie wykorzystam Beth jako multiway. W związku z tym rozwiązaniem ramiączka nie są w pełni regulowane. Na szczęście nie są na mnie za długie, jak to zwykle w takiej sytuacji bywa, niemniej jednak dla osób z nisko zawieszonym biustem mogą być za krótkie, trudno mi jednak jednoznacznie wyrokować w tej kwestii.
Pod względem układania się na ciele bardzo polubiłam się z Beth – fiszbiny na mostku i pod pachami są odpowiednio niskie, co dla mnie jest elementem krytycznym. Biustonosz też nieco mocniej zbiera do środka niż Camille. Małym minusem jest nieco bardziej zamknięta krawędź miski (u mnie na granicy), ale przecież nie wszystkie małobiuściaste muszą ją mieć całkowicie otwartą.

Wygoda: 5 

Tutaj będę nudna ;) Beth otrzymuje oczywiście pięć motylków, bo to absolutnie wygodny i niewyczuwalny biustonosz. Dużym plusem są mięciusio-milusie ramiączka. Ogromnym plusem jest odpowiednio duże wycięcie pod pachą, umożliwiające mi całkowicie swobodne ruchy ręką. Beth jest wspaniała ;)

Cena: 5 

Chic pozostaje najtańszą linią Change – Beth bez zniżek kosztuje w sklepie firmowym 80 zł. Niepokoi mnie jednak ta zwyżka w stosunku do Camille, która była jednak 10 zł tańsza. Mam nadzieję, że ta tendencja nie utrzyma się i Change pozostanie marką, w której ceny biustonoszy w szerokiej rozmiarówce będą poniżej magicznej granicy 100 zł. Zachęcam także do polowanie na okazje – w salonach firmowych Change zniżki sezonowe wynoszą nawet 40% ;)

Do kompletu:

Do Beth można zakupić stringi i szorty, ale absolutnym hitem są figi – wycięte, lecz niezanadto, niewcinające się w pupę. Ale przede wszystkim – uroczo marszczone z przodu i przyozdobione kokardkami. Dla tego efektu wybaczam im rozciąganie się grochów ;) Ze względu jednak na wzór tym razem wzięłam rozmiar 38 (co i tak nadal czyni je ogromniastymi majtkami, bowiem mam 103 cm w pupie, albo i nawet więcej, normalnie nie schodzę poniżej rozmiaru 40). Są nieco luźnawe, ale przynajmniej z grochów nie zrobiły się jaja ;)

 

Podsumowując:

Z całą pewnością nie jest to mój ostatni model z tej firmy. W każdej kolekcji jest bowiem przynajmniej jeden biustonosz, który szalenie mi się podoba, a do tego ustaliłam już względnie stały rozmiar. Cenię też niezwykłą wygodę Change i uwielbiam przyjazne dla portfela ceny. Po więcej zdjęć zapraszam do GALERII.

Plebiscytowe post scriptum

Nie zapomniałam o Złotych Palemkach ;) W następnej notce, kiedy już ogarnę całkowicie sesyjny chaos, pojawią się sondy do głosowania, które potrwa ok. 2-3 tygodni. Przygotujcie się zatem! ;)

Wszystkim stanikomaniaczkom przypominam także o tym, że blogerka Renulec startuje w konkursie na Blog Roku. Serdecznie zapraszam do głosowania na Renulca!

19:53, miss-alchemist , Recenzja
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 stycznia 2013

Ostatnimi czasy rynek zaczyna coraz bardziej interesować się początkiem tabeli, czemu dajecie wyraz w swoich zgłoszeniach do plebiscytu Złote Palemki. Każda wiadomość o poszerzeniu rozmiarówki w dół to dla nas istotna informacja, ale ważne są nie tylko rozmiary, ale i konstrukcje. Dlatego dziś bohaterem notki będzie biustonosz, którego konstrukcja została opracowana specjalnie na wyłączność małych biustów ;)

 kok1

Model: Ewa Michalak Kokietka 3D
Kolor: niebiesko-biały
Zakres rozmiarów: 65A-E, 70AA-DD, 75A-D, 80A-C
Cena: 110 zł

Estetyka i wykonanie: 4,5 motylek motylek motylek motylek

Nie będę ukrywać – Kokietka urzekła mnie od pierwszego wejrzenia, bo jest bardzo w moim stylu. Mamy do czynienia z kontrastowymi kolorami, czyli bielą oraz intensywnym niebieskim, oraz z jednym z moich zdecydowanie ulubionych wzorów, czyli grochami. Grochy Kokietki są drobne i delikatne. Brzeg miski oraz kanaliki fiszbin wykończone są taśmą koronkową, a mostek zdobi czerwona kokardka… w białe małe groszki. Jakby jeszcze tego było mało, to groszkowy materiał na ramiączkach jest marszczony (część regulowana to biała guma).
Za dużo grzybów w barszcz? Bynajmniej! Dzięki tym wszystkim ozdobom Kokietka jest wyjątkowo „charakterna”, z całą pewnością nie jest to nudny stanik i nie przypadnie do gustu tym, co lubią tylko klasykę.  Jednak wszystkie panie, które lubią szaleństwo w bieliźnie, z całą pewnością będą zadowolone.
Dużym plusem Kokietki jest umiejętne zastosowanie kontrastu – wykończenie obwodu również jest białe, szwy wykonane są białymi nićmi, dając trochę efektu dżinsu. Białe regulatory nie odróżniają się od ramiączek. Co istotne, na obwodzie grochów nie ma, a to plus tego stanika – naciągnięte kropki stałyby się zapewnie jajowate ;)  A kokardka? Jak dla mnie, po prostu wisienka na torcie.
Kokietka nie ustrzegła się jednak minimalnych uchybień. Co się rzuca w oczy, to odcień samego zapięcia, wyraźnie odróżniający się od reszty. Taśma koronkowa wykańczająca brzeg miski mogłaby być też gdzieś zaczepiona w okolicach środka, bo zdarza się jej odwijać. Zastosowanie kontrastu okazało się też ryzykowne, bo po przyjrzeniu się dało się zauważyć drobne nierówności szwów. Są to jednak drobnostki i dlatego sumarycznie ocena zostanie obniżona jedynie o pół motylka ;)

Dopasowanie: 5  motylek motylek motylek motylek motylek

Zacznijmy może od zakresu rozmiarowego kroju 3D. Tradycyjnie nie patrzę na górną granicę rozmiarówki, choć być może powinnam, bo załapałam się na największą dostępną miskę, o czym za chwilę. Cieszy jednak obecność małych miseczek, w szczególności miski AA przy obwodzie 70. Małobiuściaste, wypadające dołem z zakresu rozmiarowego innych krojów Ewy Michalak mogą spróbować z 3D.
Obwody dopiero od 65, ale niech Was to nie zwiedzie – Ewa Michalak niezmiennie szyje ścisłe i stabilne obwody. Na ciasno mierzone 68 pod biustem, luźno 73 obwód 70 jest w sam raz i z całą pewnością nie chciałabym ciaśniejszego.
 Warto wspomnieć, że Ewa Michalak ma swój własny kalkulator rozmiarów, wymagający podania następujących wymiarów: obwód ciasno mierzony pod biustem, obwód luźno mierzony pod biustem, obwód w biuście w pozycji pochylonej. Wpisując 68/73/93 otrzymuję 70DD, czyli taki rozmiar, w jakim mam Kokietkę. Kalkulator – na plus, choć 70DD jest na mnie minimalnie przyduże, rozmiar mniejszy był jednak wyraźnie za mały. Dodatkiem do kalkulatora jest filmik obrazujący, jak dokonywać pomiarów oraz szeroki opis ze wskazówkami.
Jak wspomniałam, rozmiar 70DD jest dla mnie minimalnie za duży, ale dzięki kieszonkom na wkładki mogłam ten fakt ukryć ;) Załączone wkładki sprawdzą się także przy korekcie asymetrii.
Plus też mogę przyznać za konsekwencję rozmiarową, bo z biustonoszy EM o krojach halfcupowych (CHP, HM) pasuje mi rozmiar 70D, zaś w tych typu plunge – 70DD uzupełnione wkładką. W tej kategorii piątka z czystym sumieniem.

Konstrukcja i kształt: 4+  motylek motylek motylek motylek  

3D to krój kontrowersyjny i nie każdemu będzie pasował. Jest to plunge, ale nietypowy – fiszbiny na mostku nie są zszyte, lecz połączone dość sztywną tasiemką mniej więcej szerokości kanalika. Jest to zapewne przygotowanie do zapięcia z przodu, jestem zatem bardzo ciekawa dalszych postępów w tej materii. Za takim rozwiązaniem idą jednak konsekwencje. Po pierwsze, fiszbiny na mostku nie są połączone końcówkami, a w moim rozmiarze poskutkowało to lekkim się ich rozjechaniem (na ok. 2-3 mm). Nie jest to dużo, ale jest to widoczne. Ten szczegół ma jednak bardziej znaczenie estetyczne, niemniej jednak co bardziej wrażliwe jednostki mogą bardziej odczuwać nacisk tak ułożonych fiszbin na mostek. Do tego fiszbiny nie są wbudowane w obwód, lecz „wiszące”. Dwa fragmenty obwodu po obu stronach misek połączone są zatem od frontu tylko tym cienkim paskiem. Przy takiej konstrukcji bardzo istotne jest zatem, by obwód nie był zbyt ciasny, gdyż fiszbiny (o ile nie są bardzo sztywne) mogą się rozejść na boki, co będzie skutkowało rozstawieniem piersi zamiast zebrania. Całe szczęście rozmiar mam dobrze dopasowany i dekolt w Kokietce jest ładny, jak na plunge przystało ;)
Fiszbiny są nieco szersze niż w pozostałych krojach EM, choć porównanie mam głównie z rozmiarem o oczko mniejszym. Wolałabym jednak minimalnie węższe. Miska jest dość otwarta – mylę, że przypadki cięcia krawędzią w przypadku tego modelu będą dość rzadkie. Osobiście wolałabym, ze względu na zawieszenie mojego biustu, by stanik był troszeczkę mniej zabudowany pod pachami. Na plus zaliczam ramiączka – jeden z nielicznych biustonoszy z niepełną ich regulacją, w którym ramiączek nie muszę całkowicie skracać i myśleć o ich cięciu.
Podsumowując – konstrukcja dobra, przemyślana, choć niekoniecznie w moim stylu. Mimo wszystko nie przepadam za wiszącymi fiszbinami i nie obraziłabym się, gdyby kiedyś Kokietka powstała w kroju z pełnym obwodem ;)

Wygoda: 4  motylek motylek motylek motylek

Przyczyna, dla której nie lubię wiszących fiszbin tkwi właśnie w wygodzie – po pewnym czasie zwyczajnie zaczynają gnieść w żebra. Nie sprawia to bólu, jednak podczas wieczornego relaksu jest to raczej dyskomfort. W przypadku staników z pełnym obwodem fiszbiny nie zwykły mnie gnieść w tym miejscu, nawet gdy obwód jest bardzo ciasny. W ciągu dnia jednak Kokietka nie daje o sobie znać, choć w porównaniu z absolutnie niewyczuwalnymi Change wypada słabiej. Nie zakładam jej także w dni zwiększonej wrażliwości ciała, ponieważ końcówki fiszbin na mostku drapią.

Cena: 5  motylek motylek motylek motylek motylek

Regularna cena Kokietki to 110 zł, więc relatywnie niedużo, nie tylko w porównaniu z innymi markami, ale także w zestawieniu z pozostałymi biustonoszami Ewy Michalak. Do tego dochodzą jeszcze promocje, o czym za chwilę ;) Ponieważ dawałam już w recenzjach piątki za wyższe ceny, a Kokietka jest biustonoszem niezłym zarówno jakościowo, jak i konstrukcyjnie – piątka się należy.

Podsumowując

Wysokie oceny Kokietki we wszystkich kategoriach to nie przypadek. Cieszę się, że Ewa Michalak zdecydowała się „wypuścić” krój przeznaczony specjalnie dla tego segmentu rynku, że jest on tak dopracowany konstrukcyjnie i nieco nietypowy. Do tego wizualnie Kokietka wyjątkowo dobrze trafia w mój gust ;)

Czytelniczki serdecznie zapraszam do zajrzenia na stronę sklepu Ewy Michalak – od dziś do 15tego stycznia trwa bowiem promocja na dwa modele w kroju 3D, Kokietkę oraz jej brata Czarusia.

Zapraszam także do przejrzenia GALERII, gdzie jest kilka zdjęć więcej, niż w notce oraz można je powiększyć :)

 

21:42, miss-alchemist , Recenzja
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 grudnia 2012

 

Kiedy opisywałam jesienną oraz świąteczną kolekcję Change, zwróciłam szczególną uwagę na linię Charade i wyjątkowo urokliwą jej przedstawicielkę – Scarlett. Elegantka ta zasłużyła na osobną notkę jej poświęconą, a że krojem różni się od poprzednich recenzowanych przeze mnie modeli Change, to postanowiłam Wam ją przedstawić w szczegółach. Scarlett występuje jeszcze w bardzo lubianym przeze mnie kroju plunge, ale nie byłabym sobą, nie próbując czegoś nowego.

Model:  Change (Charade) Scarlett
Kolor:  fiolet + czerń
Zakres rozmiarów:  60C-H, 65C-J, 70B-J 75B-J, 80B-I, 85B-H
Cena:  149 zł

Estetyka i wykonanie: 5 

Z czym kojarzy Wam się satynowa miseczka pokryta koronką? Bo mnie trochę z maskaradkami w starszym stylu. Scarlett to przedstawicielka droższej, bardziej eleganckiej linii Charade i znalazła się tam nie przez przypadek. Materiał pokrywający miseczki jest miękki, gładki i połyskliwy, bardzo miły w dotyku. Kolor – pinot noir, czyli śliwka – należy do moich ulubionych, więc w sklepie Scarlett była pierwszym modelem, do którego podeszłam. Koronka ma kolor czarny i wykończona jest cienkimi rzęskami , czyli mamy tu do czynienia z nie tak często spotykanym w bieliźnie eyelash lace. Taką koronką łatwo dać wrażenie niewykończonego biustonosza, w przypadku Scarlett jednak nie ma o tym mowy. Warto zwrócić uwagę, że wzór na miskach układa się symetrycznie, co, wbrew pozorom, nie wszystkim markom się udaje.
Udane i dopracowane są także detale. Mostek zdobi podwójna kokardka. Dolna jej część to fioletowa tasiemka, zaś górna – czarna taśma koronkowa. Łączenie ramiączek z miską ozdobione jest przez aplikację w kształcie kwiatu. Pewnym drobnym zgrzytem w tej kompozycji są ramiączka, w której ozdobna część to po prostu guma wykończona pętelkami. Z drugiej strony, fantazyjne ramiączka przy całości tego biustonosza… To mogłoby być już zbyt wiele. Kolorystycznie natomiast wszystko się zgadza – miski, obwód i zapięcie są dokładnie w tym samym odcieniu, regulatory mają kolor czarny.
Scarlett w moim subiektywnym odczuciu zdecydowanie przewyższa testowane przeze mnie wcześniej Kamilki pod względem użytych materiałów oraz urody.

Dopasowanie: 4 

Zacznijmy od obwodu – dość ścisła, choć nie najciaśniejsza, wygodna 65. Nieco ciaśniejsza od obu Kamilek, ale przyznaję się bez bicia, przybyło mi nieco pod biustem ;) Bardzo ściśle na wydechu nadal mam ok. 67 cm, ale nie ściskając się do trzeszczenia miarki, ok. 69 cm. Przy tych wymiarach obwód 65 jest jak najbardziej w porządku, zapinam go na najluźniejszą haftkę. Scarlett występuje także w obwodzie 60, więc szczuplejsze dziewczyny także znajdą coś dla siebie.
Miseczki Scarlett są minimalnie mniejsze od misek Camille w obu wersjach. Po moim lekkim przybraniu na wadze ta różnica jest o tyle istotna, że potrzebowałam już miski więcej. Mierzyłam także 65DD i różnica pomiędzy tymi rozmiarami na pierwszy rzut oka była niewielka. Dopiero pod bluzką zauważyłam, że rozmiar mniejszy spłaszcza jednak piersi z profilu. W podjęciu decyzji ostatecznie pomogła mi brafitterka Change ;)
W Scarlett niestety brak miseczki A, zaś miseczka B pojawia się dopiero od obwodu 70. Szkoda, bo to model, który mógłby nieźle leżeć także na mniejszych biustach. Miseczki wypadają dość małe, dlatego też panie noszące w brytyjczykach 32A mogłoby spróbować chanowego 70B.
Kalkulator jednak nadal wylicza mi rozmiar daleki od noszonego. Wpisując 69/88 uzyskuję wynik 60F, który miseczkowo jest już zgodny z noszonym (60F jest odpowiednikiem 65E), ale zaniżenie obwodu nadal bardzo duże. Owszem, Change nie są najbardziej ścisłymi biustonoszami świata, ale zaniżenie o 9 cm to zdecydowana przesada, zresztą zaniżenie o 7 również.
Na plus niezłe trzymanie rozmiarówki – w przypadku Change cały czas obracam się wokół jednego rozmiaru, czyli 65DD. Różnica jednej miski w przypadku innego kroju nie jest duża, zresztą 65DD nie było znacząco za małe.

Konstrukcja i kształt: 4 

Trudno mi jednoznacznie zakwalifikować Scarlett: z jednej strony odsłania całkiem sporo biustu od strony mostka, z drugiej – pod pachą jest już bardziej zabudowana. Katalog ten krój określa po prostu jako „padded”. Osobiście nazwałabym Scarlett, podobnie jak jedną z recenzowanych Camille, usztywnianą balkonetką o obniżonym mostku.
Miseczki są delikatnie usztywniane – użyty wkład gorseciarski jest dość miękki i daje się swobodnie miętosić. Materiał ten jest wg mnie nieco delikatniejszy i cieńszy  niż w przypadku poprzednio testowanych przeze mnie Change, co mi bardzo odpowiada, nie każdy usztywniany biustonosz musi być twardy jak skała ;)
Wbrew temu, co sugeruje zewnętrzna warstwa, miseczka nie ma trzech pionowych cięć, lecz tylko jedno. Ten krój daje zdecydowanie okrągły kształt piersi, niewyciągnięty do przodu. Brak mocnego wypchnięcia do profilu nie jest jednak spowodowany jednym pionowym cięciem, lecz bardzo szerokimi fiszbinami. Cóż, osobiście wolę zdecydowanie węższe, ale Scarlett nie sięga aż tak głęboko pod pachę, bym mogła ją zdyskwalifikować z powodu fiszbin. Zdecydowanie jednak ten krój jest przeznaczony dla tych pań, które wolą miski szerokie i płytkie.
Fiszbiny na mostku dość niskie,  na granicy mojej tolerancji ;) Odrobinę wyższy mostek byłby już za wysoki, ten jednak jest jak najbardziej ok, między innymi dlatego, że nie jest zbyt szeroki. Fiszbiny pod pachą zdecydowanie wyższe niż w przypadku Camille w wersji padded low, całe szczęście nie próbują mnie atakować (o co u mnie nietrudno – wysokie zawieszenie biustu ma pewne wymagania ;)).

Bardzo cieszy mnie to, że krawędź miseczki jest delikatna i cienka, dzięki czemu nie odstaje i miękko układa się na biuście. Miseczka jest dość otwarta, choć nie całkowicie – u mnie nie wcina się krawędzią (nawet w mniejszym rozmiarze nie występowało to zjawisko), ale u niektórych osób może się tak zdarzyć.
Ogólnie, mimo dość szerokich fiszbin, z kroju jestem zadowolona – nie przeszkadza mi naturalne kształtowanie. Nie oszukujmy się, Scarlett w tym kroju nie jest modelem do wyczarowywania oszałamiającego dekoltu i profilu wysuniętego trzy metry w przód ;) Nie robi jednak z biustu naleśników, nie wcina się w niespodziewanych miejscach, pozwala także na dekolt średniej głębokości, za to dość szeroki. Myślę jednak, że u tych dziewczyn, dla których plunge ma fiszbiny zbyt wąskie i/lub miski zbyt zamknięte, ten krój sprawdzi się znakomicie.
Bura należy się natomiast za ramiączka, które nie są regulowane w całości, w związku z czym dla mnie nawet po całkowitym skróceniu są trochę za długie. Po kilku założeniach rozciągnęły się minimalnie, ale już ta niewielka różnica skłania mnie do sięgnięcia po nożyczki ;) Gdyby część ozdobna była trochę krótsza na rzecz części regulowanej, wszystkim wyszłoby to na dobre. Za długie ramiączka są jednak moją bolączką niemal we wszystkich stanikach z niepełną regulacją, dlatego też kara nie będzie surowa ;)

Wygoda: 5 

Jeśli chodzi o Change, nic się nie zmienia w tej kwestii. Te biustonosze są niemożliwie wygodne, aż ciężko w to uwierzyć. Scarlett wpisuje się doskonale w ten nurt, wszystko w tym biustonoszu jest miłe, miękkie i wręcz przytulające. Już nie miewam chyba takich dni, w których nie mogę założyć żadnego stanika, bo wszystko mnie pije i uwiera – zakładam wtedy Change ;)

Cena: 4 

Oj, Scarlett już nie zachwyca tak ceną jak poprzednio recenzowane przeze mnie biustonosze, jest od nich bowiem dwa razy droższa! Z drugiej strony jednak w otrzymujemy biustonosz bardzo elegancki, ozdobny, uszyty ze świetnych materiałów. Myślę, że nie popadnę w przesadę, jeśli pod względem jakości i wzornictwa postawię go na jednej półce z Gossardem czy Panache Masquerade, które są znacznie od Scarlett droższe. Dlatego też wymiar kary za cenę 150 zł nie będzie wysoki, stawiam czwórkę bez żadnych wyrzutów sumienia.
Natomiast te panie, które mimo wszystko zżymają się widząc taką kwotę za biustonosz, zachęcam do odwiedzenia strony Change, bowiem katalog zapowiada wielką, świąteczną obniżkę cen o 25%. 112,5 zł brzmi już znacznie lepiej, prawda?

Do kompletu:


Do kompletu figi, stringi, szorty lub stringoszorty. Wybrałam te pierwsze, bo to zdecydowanie mój ulubiony krój majtek. Najwygodniejszy dla mnie i najlepszy wizualnie dla mych krótkich nóżek ;) Majtki od Change nadal pozostają ogromniaste. Przybyło mnie trochę, więc dla spokoju sumienia tym razem wzięłam 38 i po praniu zastanawiam się, czy jednak nie mogłyby być odrobinkę mniejsze. Z pupy jednak nie spadają ;) Materiał jest także lepszy, niż w przypadku majtek w kolekcji Chic, wydaje się być znacznie mocniejszy i nieco mniej elastyczny. Ładne i bardzo wygodne, choć regularna cena – 70 zł – dość gorsząca.

Podsumowując

Scarlett przewyższa jakością i urodą swoje tańsze koleżanki, choć konstrukcyjnie nie jest od nich lepsza. Cieszy szeroki zakres rozmiarów, lecz brakuje mi tych mniejszych miseczek. Te małobiuściaste, które wypadły z rozmiarówki dołem, mogą spróbować się pocieszyć wersją plungową, która występuje od miseczki B w obwodzie 65, a w obwodach większych – od A. Miło było także odkryć, że biustonosz tak urodziwy i elegancki jest przy tym niesamowicie wygodny.

Szkoda, że nadal ciężko o Change w Internecie. Jak dotąd, dostępna jest jedynie kolekcja bazowa, a kolekcje sezonowe można kupić w sklepach firmowych w Łodzi (w Porcie i w Manufakturze). Ptaszki jednak ćwierkają, że w 2013 roku ruszy internetowy sklep firmowy, polecam zatem trzymać kciuki za jego rozwój.

Troszeczkę więcej zdjęć w mini-galerii.

22:09, miss-alchemist , Recenzja
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 października 2012

 

Jesień już za pasem, a ja postanowiłam jednak zostać w nieco cieplejszych klimatach i przedstawić Wam dziś biustonosz pod bluzki jasne i zwiewne – czyli po prostu gładkiego „cielaczka”. Podejrzewam, że dla niektórych z Was będę już nudna, ale wracam do marki Change of Scandinavia, jeszcze niespecjalnie popularnej u nas w kraju, ale z pewnością godnej uwagi. Dziś przyjrzymy się kolekcji bazowej, łatwiej dostępnej w Internecie i pojawiającej się gdzieniegdzie stacjonarnie.

Camille poznałyście już w sezonowej wersji plunge, natomiast ta notka poświęcona będzie drugiemu krojowi tego biustonosza, ukrywającemu się pod tajemniczą nazwą „padded low”. 

Model: Change Camille
Kolor: „Warm Sand” – jasny beż
Zakres rozmiarów: 60-80 A-G
Cena: 70 zł



Estetyka i wykonanie: 4 
Co tu dużo mówić – nie jestem fanką beżowych nudziarzy, ale sama muszę przyznać, że gdy potrzebujemy niewidzialnego stanika pod jasną bluzkę, trudno wyobrazić sobie lepszy kolor niż cielisty. Jednak za każdym razem cieszę się, gdy tenże beżowy „zwyklak” ma w sobie coś, co nudę przełamie. W przypadku Camille jest to koronkowe wykończenie brzegu miseczki oraz ozdobne, choć cienkie ramiączka.
Kolor Camille producent określił jako „warm sand”. O ile z piaskiem mogę się zgodzić, to niekoniecznie uznałabym ten odcień za ciepły. Jest to bardzo jasny beż, który świetnie się sprawdzi u bladoskórych pań. Taśma koronkowa jest w identycznym kolorze, ale wykorzystano w niej także lekko połyskliwe nici. Wzór jest lekko wypukły, pod większością bluzek znika, choć pod najcieńszymi może się odznaczać. Za to wzorek na ramiączkach jest całkowicie gładki, dzięki niemu jednak nie są takie całkiem nudne. Na mostku klasyczna, prosta kokardka.
Poza tymi uroczymi szczegółami Camille ma jeszcze jedną ważną zaletę – wszystkie elementy są zgrane kolorystycznie. Obwód i zapięcie mają ten sam odcień, co miseczki, nici również zlewają się z materiałem. Dopasowane są także regulatory i haftki. Tak zgrane zestawienie daje wrażenie świetnego dopracowania modelu w każdym szczególe.
Materiały, tak jak w przypadku Kamili jesiennej, nie są z najwyżej, luksusowej półki. Dzianina na obwodzie sprawia wrażenie dosyć delikatnej i w ciągu miesiąca użytkowania już nieznacznie się rozciągnęła (nie wpływa to jednak na podtrzymanie, o którym za chwilę), zaś koronka na jednej z misek odgina się na zewnątrz – całe szczęście, znika to pod bluzką. Za te drobne niedociągnięcia odejmuję motylka.
Camille bazowa występuje także w wersji czarnej (zapewne nabędę :)) i białej. 

Dopasowanie: 4 


Zacznijmy od rozmiarówki – mamy obwody od 60, miseczki od A. Chętnie sama zobaczyłabym, jak ten model układa się w rozmiarze 60A, na wieszaku wygląda powiem zachęcająco. Miseczki nie mają zbyt wąskich fiszbin, nie są też bardzo zabudowane, a taki problem nierzadko występuje w małych rozmiarach.
Tak jak w przypadku Kamilki jesiennej, zdecydowałam się na rozmiar 65DD, choć i 65E mogłoby wyglądać nienajgorzej. Wypadłam nieco między obwodami – 65 od początku było lekko luźnawe (i stąd może wynikać wrażenie rozciągnięcia się obwodu), ale w 60 wytrzymałam około piętnastu sekund ;)). Na 67 ciasno mierzone, 73 luźno pod biustem Camille zapinam najczęściej na najluźniejszą haftkę, a w ciągu dnia przepinam na środkową. Raczej nie odczuwam potrzeby przepinania się jeszcze ciaśniej, choć, jak wspomniałam, w wyniku dość częstego użytkowania obwód już minimalnie się rozciągnął. Nie zdecydowałabym się na obwód 60, choć chętnie zmierzyłabym 62,5, gdyby tylko istniał ;)
Rozmiar miseczek odpowiada mojemu obecnemu rozmiarowi w brytyjczykach. Biustonosz dobrany mam „na styk”, ale taka opcja mi odpowiada. W 65E najprawdopodobniej fiszbiny byłyby już znacząco zbyt szerokie, a w 65DD mimo wszystko nie robią mi się „bułki” nad krawędzią miseczki. Dodatkowo biustonosz posiada kieszonki na wkładki – można korygować asymetrię lub dołożyć trochę gąbki do miseczki w tzw. dołku rozmiarowym.
W tej kategorii – na plus zakres rozmiarów, na plus możliwość dopasowania miseczek pod siebie w pewnym zakresie, drobny minus za nieco bardziej rozciągliwy obwód niż w przypadku plunge. Na plus także niezła konsekwencja rozmiarowa – w Change mimo wszystko nadal pozostaję przy obwodzie 65, nie muszę także kombinować z miseczką. Gdybym zamawiała Internetowo, trafiłabym z rozmiarem… chyba że skorzystałabym z kalkulatora, za który konsekwentnie odejmuję motylka ;) 

Konstrukcja i kształt: 4,5 

Miłośniczki kuleczek się ucieszą – Camille w wersji padded low lepiej zaokrągla niż plunge, nadal jednak nie spłaszczając. Nie ma także strat na wyglądzie dekoltu - efekt jest porównywalny. To kształtowanie to niewątpliwie zasługa naszego ulubionego pionowego cięcia.
Trudno mi opisać ten krój – nazwałabym go lekko usztywnianą balkonetką z obniżonym mostkiem. Fiszbiny na mostku są nieco wyższe niż w plunge, ale nadal nie sięgają do newralgicznego u mnie miejsca, w odróżnieniu od tradycyjnych half-cupów. Za to mamy niższe zabudowanie pod pachą, co zdecydowanie mi się podoba, jako że biust mam dość wysoko „zawieszony”. Camille w tej wersji pozwala na umiarkowany dekolt – zarówno pod względem szerokości, jak i głębokości.
Fiszbiny zdecydowanie z tych szerszych – dla mnie już nieco za szerokie, ale szczęśliwie piersi nie uciekają na boki. Należę do grupy lubującej się w fiszbinach średnich w kierunku wąskich, ale za szeroka fiszbina nie robi mi krzywdy, nie zauważyłam także, by Camille spłaszczała mnie od strony mostka. Model ten polubią natomiast te panie, dla których wiele modeli fiszbiny ma zbyt wąskie.
Czy jest coś na minus w tej konstrukcji? Brakuje mi nieco fiszbiny bocznej na obwodzie, która stabilizowałaby go – przy zakładaniu muszę go wyprostować. Z drugiej strony, być może taka jest cena wygody, bo fiszbiny boczne potrafią być uciążliwe. Pół motylka odejmuję jednak za ramiączka – są bardzo krótkie! W większości modeli ramiączka skracam jak tylko mogę, w Camille są niemal całkowicie poluzowane. Mnie to nie przeszkadza, ale nie mogę tego nie uznać za pewien minus, bo ramiączek wydłużyć się nie da. Minus tym bardziej istotny, że model ten ma je regulowane w pełnym zakresie, nie istniały zatem żadne przeciwwskazania ku temu, by były nieco dłuższe. A może tak jest tylko w moim egzemplarzu? 

Wygoda: 5 

Stanik z gatunku załóż i zapomnij ;) Mostek wystarczająco wąski i niski, by nie wbijał się w piersi. Fiszbiny nie są z tych twardych i uwierających, materiał absolutnie przemiły w dotyku. Ramiączka, choć cienkie, nie uwierają. Podobnie jak w przypadku wersji jesiennej – absolutny wygodniczek.

Cena: 5,5 

Znowu daję piątkę z połówką, bo 70 zł (cena regularna) za biustonosz codzienny, wygodny i w szerokiej rozmiarówce, do tego fajnie leżący, to naprawdę niezła cena. Bardzo bym chciała, by inne firmy poszły w ślady Change. Zwłaszcza, że w sklepie stacjonarnym w Łodzi zdarzają się także naprawdę niezłe promocje.

 

Do kompletu:


Figi do beżowej Camille mają równie optymistyczną rozmiarówkę, co te w wersji jesiennej – czyli są baaardzo duże jak na rozmiar 36. Przy czym te wydają mi się nieco bardziej kuse, nie tyle mniejsze, co niżej zabudowane z przodu. Różnią się nieco krojem. Do kompletu można także wybrać szorty lub stringi. (Wybaczcie zdjęcie, ale wyjęłam je wymiętolone z szuflady i za nic nie chciały się wyprostować ;) Chyba mam za mało szacunku do własnej bielizny :). 

Camille w wersji bazowej to model naprawdę godny polecenia, nie tylko ze względu na cenę, ale przede wszystkim ze względu na niezłe kształtowanie oraz niewiarygodną wygodę. Polecam z czystym sumieniem wszystkim Czytelniczkom. I aż sama nabrałam ochoty na czarną wersję ;)

22:16, miss-alchemist , Recenzja
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3